Każdy pies ma jakieś trudniejsze momenty. Jednemu trudno minąć innego psa, drugi niepewnie czuje się przy obcych ludziach, trzeci mocno pobudza się w mieście. Nawet jeśli część spaceru przebiega spokojnie, czasami wydarzy się coś, z czym pies nie bardzo wie, jak sobie poradzić. Chcemy mu pomóc, więc podpowiadamy, co ma zrobić: mówimy „siad”, „patrz na mnie”, „noga”. Tylko czy w tym momencie on właśnie tego potrzebuje? I czy skupiając się na posłuszeństwie, nie pomijamy czegoś, co mogłoby mu pomóc?
Kiedy hasło „siad” ogranicza psu możliwość poradzenia sobie?
Wyobraź sobie trzy zwykłe sytuacje spacerowe. Na ścieżce pojawia się inny pies. Nasz pies go zauważa, zwalnia, zaczyna zmieniać kierunek. Opiekun zatrzymuje go przy sobie i mówi: „Siad”. Pies siada, a drugi pies zbliża się coraz bardziej. Z perspektywy opiekuna wszystko na razie działa: pies siedzi, nie ciągnie, nie podbiega. Ale obecność tamtego psa może być dla niego coraz trudniejsza, a siedząc przy człowieku, ma ograniczoną możliwość odejścia czy zmiany ustawienia. Co się stanie, kiedy drugi pies będzie około 1–2 metrów od niego? Wystrzeli jak z procy? Zacznie szczekać? A może skakać na opiekuna? Siedzenie nie przygotowuje go do poradzenia sobie z takim kontaktem. Tymczasem ruch, który przed chwilą zatrzymaliśmy, mógł być częścią jego sposobu radzenia sobie. W tej sytuacji wymaganie siedzenia może ograniczyć psu możliwość skorzystania z ruchu, który pomaga mu obniżać napięcie. Żeby dać psu taką możliwość, czasami wystarczy zauważyć kierunek, który sam wybiera, podążyć za nim i tak operować smyczą, żeby umożliwić mu ten ruch. Innym razem pomagam własnym ustawieniem: zostawiam mu drogę w stronę miejsca, w którym łatwiej będzie mu zainteresować się otoczeniem, choćby zanurkować nosem w kupce liści. Jeśli sam nie znajduje takiej możliwości, mogę delikatnie wskazać mu ją swoim ruchem, a w razie potrzeby wyraźniej zaprosić: „Chodź, zobacz, tutaj”. Zaczynam więc od dostosowania się do tego, co pies już robi, a kiedy potrzebuje więcej wsparcia, coraz wyraźniej podpowiadam mu, z czego może skorzystać. Przyglądam się przy tym, czy ruch, który wybrał albo który mu zaproponowałem, rzeczywiście pomaga mu obniżyć napięcie.

Czy pies naprawdę powinien „patrzeć na mnie”?
W drugim przykładzie pies zauważa innego psa po drugiej stronie alejki. Zaczyna mu się przyglądać, ale zaraz słyszy: „Patrz na mnie”. Odwraca głowę do opiekuna, dostaje nagrodę. Po chwili znów zerka na tamtego psa. „Patrz na mnie”, słyszy ponownie. Możemy potraktować to zerkanie jako utratę skupienia. A przecież pies może potrzebować informacji: czy tamten się zbliża? Jak się porusza? Czy jest zainteresowany kontaktem?
Gdy ma odpowiednie warunki, może przez chwilę obserwować, lekko zmrużyć oczy, odwrócić głowę, zacząć węszyć. Taka sekwencja może być częścią komunikacji i radzenia sobie z napięciem. Zachowanie jednego psa może też wpływać na drugiego. Jeśli w tym momencie spojrzenie na otoczenie przerywamy poleceniem, ograniczamy okazje do zdobywania tych doświadczeń. Dlatego interesuje mnie, gdzie stanąć, jaki zachować dystans i jak trzymać smycz, żeby pies mógł obserwować, a później swobodnie wrócić do swoich zajęć. Żeby miał możliwość również się odwrócić i odejść. Tutaj ciągłe wymaganie uwagi może przeszkadzać w zbieraniu informacji i rozwijaniu komunikacji.
Kiedy hasło „noga” nie jest rozwiązaniem?
I trzeci przykład. Pies ciągnie na spacerach, więc opiekun uczy go chodzenia przy nodze. Ćwiczenie wychodzi w spokojnych warunkach. Pojawia się więc nadzieja: „Kiedy następnym razem zobaczy psa, poproszę o nogę i spokojnie przejdziemy”. Ale przychodzi takie spotkanie. Pies się napina, przyspiesza, zaczyna ciągnąć. Pada „noga”, jednak napięcie jest już na tyle duże, że pies nie potrafi wykonać zadania. Może je znać, ale to nie oznacza, że będzie w stanie z niego skorzystać właśnie wtedy, kiedy jest mu trudno. Jeśli skupimy się na tym, żeby wreszcie wykonał polecenie, możemy przeoczyć moment, w którym potrzebuje od nas innego wsparcia.
Może trzeba wcześniej zmienić kierunek? Dopasować tempo? Inaczej ustawić ciało, żeby umożliwić odejście? Zauważyć, że swoim ruchem i napiętą smyczą dokładamy kolejny konflikt? W chodzeniu przy nodze to pies ma dopasować się do nas. W harmonijnym poruszaniu się potrzebujemy także umieć dopasować własne zachowanie do psa. Jest w tym miejsce na zatrzymanie i wyznaczenie granicy, a następnie na przywrócenie luzu i przestrzeni. Tutaj oczekiwanie posłuszeństwa może odciągać naszą uwagę od napięcia, przez które pies nie jest w stanie wykonać zadania.

Zanim poprosisz psa o wykonanie polecenia
W każdym z tych przykładów warto zatrzymać się przy jednym pytaniu: czego ten pies potrzebuje, żeby lepiej sobie poradzić? Zanim wybiorę działanie, chcę zobaczyć, co pies już robi, co mu pomaga i co możemy zmienić po stronie człowieka. Właśnie takiego patrzenia na psy uczymy na naszych kursach trenerskich i behawiorystycznych. Dobierania pracy do konkretnego psa, jego trudności i sytuacji, w której się znajduje.
Jeśli chcesz rozwijać takie umiejętności i pomagać opiekunom w codziennym życiu z psami, zapraszam na kursy trenerskie oraz pakiety Trener + Behawiorysta. Teraz możesz dołączyć w cenach early bird.
Sprawdź programy i dostępne edycje:
