Lęk to emocja, którą znamy wszyscy. I która jest nam potrzebna. Ewolucyjnie pełniła ogromnie ważną rolę. Pozwalała przewidywać zagrożenia i przygotować się na nie. I właśnie to słowo jest tu kluczem: przewidywać.
Lęk nie pojawia się, gdy faktycznie coś nam zagraża. Wtedy mówimy raczej o strachu czy przestrachu. Lęk zaczyna się wtedy, gdy nasza wyobraźnia podsuwa kolejne scenariusze. Widzimy pająka w rogu pokoju i zamiast zauważyć, że po prostu siedzi w miejscu, pojawia się w głowie: „a co jeśli podejdzie, a jeśli wejdzie na łóżko…”. Zapętlamy się w tych myślach i nagle jesteśmy sparaliżowani.
U psów działa to bardzo podobnie. Pies może usłyszeć neutralny dźwięk i nagle emocje ruszają lawiną. Opiekun próbuje go pocieszać, ale bez skutku, bo emocja przejęła kontrolę.
Fuzja i defuzja poznawcza
W psychologii mówi się o fuzji i defuzji poznawczej. Fuzja to moment, gdy jesteśmy tak stopieni z własnymi myślami, że zaczynają one nami rządzić. Defuzja to umiejętność zauważenia tych myśli, nazwania ich i spojrzenia na nie z dystansu. To daje przestrzeń, by działać mimo lęku.
Psy nie mają tego procesu wprost. Nie wiemy, co dzieje się w ich głowach. Ale w pracy z nimi widzę coś bardzo podobnego. Są psy, które całkowicie ulegają emocji i nie potrafią wtedy zrobić nic. I są psy, które też przeżywają trudne emocje, ale mimo to potrafią działać. Wejść w interakcję, eksplorować, skorzystać z wyuczonych strategii.
Trzy elementy, które robią różnicę
To, czy pies potrafi nie dać się porwać emocji, zależy od kilku rzeczy.
Po pierwsze, dobry nastrój i rytuały bezpieczeństwa. Pies, który żyje w przewidywalnym świecie, czuje się stabilniej. Nie chodzi o sztywny grafik, ale o rytuały, które dają poczucie bezpieczeństwa. Dla jednego psa będzie to możliwość obserwowania mieszkania z ulubionego miejsca, dla innego — odcięcie bodźców, które go nadmiernie pobudzają. Jednemu poczucie bezpieczeństwa daje swoboda, innemu jasne reguły, np. co zrobić, gdy pod drzwiami przechodzi sąsiad. Te rzeczy wpływają nie tylko na sytuacje problemowe, ale przede wszystkim na ogólne samopoczucie psa, które decyduje, jak radzi sobie z emocjami.
Do tego dochodzą spacery regulujące. To spacery, w których pies naprawdę zaspokaja swoje potrzeby: węszy, eksploruje, podejmuje drobne wyzwania i sam decyduje o tempie. Dzięki temu obniża się jego tętno, emocje się rozładowują, a zdolność do regulacji rośnie.
Po drugie, ćwiczenia. Sama teoria nie wystarczy — ani u ludzi, ani u psów. Potrzebne są doświadczenia, w których pies uczy się, że po trudnym bodźcu przychodzi ulga. Że może wrócić do równowagi. To ulga jest tutaj kluczem, bo właśnie ona buduje fundament regulacji.
Po trzecie, strategie radzenia sobie. Każdy pies ma swoje: węszenie, eksplorowanie, kontakt z opiekunem, a czasem elementy sekwencji łowieckiej, jak szarpanie czy noszenie. Tak jak my szukamy ukojenia w rozmowie, sporcie czy kontakcie z naturą, tak pies potrzebuje własnych narzędzi. Naszą rolą jest pomóc mu je odkryć i dać możliwość korzystania z nich.
Dlaczego to działa?
Wyobraź sobie psa, który słyszy dźwięk. Jeśli ma doświadczenia, które nauczyły go, że po bodźcu przychodzi ulga, jeśli zna strategie, które pomagają mu rozcieńczyć emocje, jeśli codzienny rytm i nastrój dają mu przestrzeń do spokojnego wyboru, to ta emocja go nie zalewa. Potrafi ją zaakceptować i przejść dalej.
I właśnie o to chodzi w pracy z psami lękliwymi. Nie o to, żeby lęk zniknął, ale żeby pies wiedział, jak sobie z nim poradzić.
Podsumowanie
Lękliwość psa nie zniknie sama. Potrzeba świadomej pracy, która obejmuje rytuały bezpieczeństwa, spacery regulujące, ćwiczenia i strategie. Dlatego stworzyłem kurs Kompleksowa Terapia Psów Lękliwych, w którym krok po kroku pokazuję, jak wprowadzić te elementy w życie.
Spotkajmy się w przestrzeni, którą specjalnie do tego przygotowałem.
Piotr Wojtków
